Zbigniew Konopka

Zbigniew Konopka

niedziela, 21 luty 2016 17:39

Morze mgieł - Wschody i zachody słońca

Mam szczęście mieszkać w niezwykłym miejscu, w maleńkiej wsi Huba położonej wysoko na zboczach Kotelnicy (Gorce). Z okien domu mogę podziwiać niezwykłą panoramę: Zalew Czorsztyński wraz z zamkami w Niedzicy i Czorsztynie, wioski Podhala i Spisza i góry... Mam przed oczami Tatry Bielskie, Tatry Wysokie i Zachodnie ze wszystkimi znanymi szczytami  jak Łomnica, Gerlach, Rysy, Kasprowy czy Giewont, Trzy Korony w paśmie Pienin nawet Babia Góra i Polica w paśmie Beskidu Żywieckiego.

Kiedy człowiek mieszka w takim miejscu to nabiera się dystansu do życia i przychodzą do głowy różne pomysły. Postanowiłem wykorzystać tę wspaniałą lokalizację i prowadzę tu agroturystyczne''Gospodarstwo Karolina''. Świadczę też usługi przewodnickie i pilotuję wycieczki w Polsce jak i Słowacji.

Rozpisałem się wiele na temat, co widać a to dlatego, że chciałem pokazać jak pięknie może być kiedy jest mgła i kiedy zdawałoby się, że nic ciekawego nie zobaczymy. Turyści, którzy korzystają u nas z noclegów, mogą rankiem lub wieczorem zobaczyć z okien pokoju zjawisko które nazywamy "morze mgieł".

Kiedy jest inwersja (wyższa temperatura w górach, niższa w dolinach), wtedy gęste mgły spowijają wszystko u naszych stóp. Gdzieniegdzie wystają szczyty gór, jakieś drzewa, wszystko opromienione blaskiem wschodzącego lub zachodzącego słońca. Bajkowo.

Takie zjawisko najczęściej podziwiać możemy wiosną i jesienią, choć zdarza się latem i zimą. Zapraszam na wypoczynek, noclegi i wycieczki przez cały rok

Wiosna tuż tuż a i zima w tym roku, bardziej sprzyja wędrowaniu niż szaleństwom na wyciągach narciarskich.

Turystom którzy mają nocleg w naszym gospodarstwie i wszystkim tym którzy wypoczywają w okolicy Pienin, na Podhalu, Spiszu, czy w Gorcach. Polecam wycieczki w miejsca może mniej znane niż powiedzmy Morskie Oko, Giewont, Trzy Korony czy Zakopane, ale z ciekawą historią i niepowtarzalną atmosferą.

    Takim niezwykłym miejscem jest Rezerwat Przełomu Białki, urokliwe miejsce przypominające Przełom Dunajca (w miniaturze). Miejsce dostępne bez problemów, przez cały rok, kręcono tu kilka filmów, między innymi sceny do słynnego Janosika. skały tworzące przełom, służą wspinaczce skałkowej, w jaskini Obłazowa znaleziono najstarszy bumerang świata, (wykonany około 30 000 lat temu). Rezerwat znajduje się obok spiskiej wsi Krempachy przy drodze do Białki Tatrzańskiej.

 

Wiosna-  czas rozpocząć sezon turystyczny. Na jedną z pierwszych wypraw wybrałem się z kol. przewodniczką nie daleko od domu, po niezwykle malowniczym szlaku w mało uczęszczanym przez turystów rejonie PieninSpiskich. Wybraliśmy odcinek szlaku czerwonego prowadzący od Dursztyna do Niedzicy przez Żar, Barwinkową Górę (703 m n.p.m),  Złatne ( 777 m n.p.m) i Cisówkę (635-720 m n.p.m ).
  Dursztyn to niewielka wieś spiska, położona na zachodnim skraju Pienin Spiskich, na wysokości 710-740 m n.p.m. Z Dursztynem związała swoje losy niezwykła osoba,
Mieczysława Faryniak nazywana Dursztyńską  Matką Teresą. Opiekowała się tymi, których inni omijali, m.in podczas II Wojny Światowej uratowała  żydowskie małżeństwo: Jana Rajca, lekarza z pobliskiego Frydmana, jego żonę Elżbietę i ich dwuletnie dziecko. Kobieta ukryła młode małżeństwo w swej chacie, a sama  przeniosła się do jaskini. Mieczysława Faryniak trafiła do opasłego „Leksykonu mistyki” Petera Dinzelbachera. Jej biografię znajdziemy pomiędzy notkami o świętej Faustynie,  Ojcu Pio i Ewagriuszu z Pontu.
Po wizycie w pustelni idziemy do centrum wsi. Obok kościoła odnajdujemy czerwony szlak, którym będziemy dalej podążać. Najpierw łagodnie przemierzamy Jurgowskie Hale, następnie dosyć strome podejście na górę Żar (góra, błędnie zapisana przez Austriackich kartografów, jako Branisko, a przez miejscowych nazywana Hombarkami).
Podchodząc możemy podziwiać najpierw Tatry Bielskie, Tatry Wysokie i Zachodnie,pózniej pokazuje się też Magura Spiska z Wiaternym Wierchem .
Kiedy docieramy na szczyt, musimy zrobić dłuższy postój i to nie dlatego, że jesteśmy zmęczeni (chociaż zadyszkę złapaliśmy ), ale chcemy nasycić oczy niezwykłą panoramą. Oczywiście widać stąd Hubę z naszym Gospodarstwem Karolina. Mieliśmy dobrą widoczność i można było zobaczyć Babią Górę (najwyższy szczyt Beskidu Żywieckiego), Gorce z Turbaczem i Lubaniem, u stóp mieliśmy Zalew Czorsztyński z wioskami rozlokowanymi wokół jeziora takimi jak Dębno Podhalańskie, Szlembarg , Huba, Maniowy, Mizerna, Kluszkowce i najbliżej nas widoczny Frydman.
Jestem przewodnikiem już od wielu lat, a  wcześniej też dużo wędrowałem po różnych pasmach górskich, ale nigdy nie zobojętniałem na piękno, niezmiennie zachwycają mnie takie widoki.A człowiek w górach nabiera też dystansu do wielu spraw.
Dalej nasz czerwony szlak przebiega po terenach zalesionych, tylko tu i ówdzie pokazuje się trochę szerszych krajobrazów, jest czas troszeczkę ochłonąć. Na przełęczy Przesła spotkamy szlak rowerowy i żółty pieszy, szlakiem rowerowym można dotrzeć do Falsztyna a żółtym do Łapsz Niżnych.
 Gdyby ktoś poszedł do Łapsz, to polecam zwiedzenie  niezwykłego kościoła. Świątynię ufundował Kokosz Berzeviczy około 1310 roku. Jest tu wiele ciekawostek historycznych i architektonicznych. Przykładowo, mimo, że konstrukcja kościoła jest typowo gotycka (nad prezbiterium – sześciopolowe żebrowane sklepienie), wystrój wnętrza ma charakter późnobarokowy. Z kolei lewy boczny ołtarz jest poświęcony bł. księdzu Józefowi Stankowi. Urodził się on w Łapszach Niżnych i był kapelanem jednego z oddziałów Powstania Warszawskiego. Po upadku powstania 23 września 1944 r. został zamordowany przez Niemców, zaś 13 czerwca 1999 r. ogłoszony beatyfikowanym przez papieża Jana Pawła II.
Idziemy dalej szlakiem czerwonym, za chwilę przechodzimy przez Barwinkową Górę (nazwa  szczytu pochodzi  od licznie występującego tu barwinka).
W okolicach Cisówki znów odsłaniają się wspaniałe widoki. Do panoramy  Gorców, Tatr, Zalewu Czorsztyńskiego, dołączyły jeszcze Pieniny Właściwe z Trzema Koronami na czele,  z naszej perspektywy pięknie prezentują się zamki: Królewski  "Wronin" w Czorsztynie i zamek "Dunajec" w Niedzicy.
 Zanim dojdziemy do Nadzamcza, odwiedzamy stary, prywatny cmentarz węgierskiej rodziny Salamonów – byłych właścicieli zamku, którzy panowali tu w latach 1843 – 1945. Spoczywają tu następujący członkowie rodziny: Andor (zm. w 1914r.), Geza (zm. w 1919r.), Ilona (zm. w 1964r.) i Istvan (zm. w 1974r.). Ilona z Salamonów podczas II Wojny Światowej pomagała Polakom, ukrywała zwiadowców AK,  przekazywała żywność potrzebującym. Cmentarz znajduje się u stóp wapiennej skały o nazwie Groby (604 m n.p.m.). Został założony przez Panią Ilonę w 1936 roku, która przeniosła tu groby swoich bliskich. Ona i jej syn zmarli na Węgrzech.
Nasza wycieczka dobiega końca, czas udać się na nocleg do domu. Najlepsze jest to, że będę mógł z okna pokoju zobaczyć wszystkie te szczyty, które właśnie przeszedłem.

niedziela, 13 kwiecień 2014 13:47

Wyjazd do Warszawy 10 kwietnia 2014 r.

Mój 10 Kwietnia 2014 r.

O godzinie 4.00 rano z Nowego Targu wyruszyłem wraz z  delegacją ludzi nieobojętnych, aby oddać hołd ofiarom Smoleńskim. W składzie naszej wyprawy znaleźli się przedstawiciele, między innymi z Krościenka, Frydmana, Huby, Nowego Targu, Zaskala, Jabłonki, Rabki, Mszany.
     Pojechaliśmy oddać hołd i pokazać, że nie zgadzamy się z tym wszystkim co dzieje się wokół tej tragedii.
Ja uczestniczyłem po raz pierwszy w obchodach rocznicowych. Do wzięcia udziału skłoniły mnie między innymi wydarzenia na Ukrainie. Ludzie uczciwi nie mogą stać z boku i liczyć na to, że jakoś to będzie.
     Pobyt w Warszawie rozpoczęliśmy od wizyty na Powązkach, złożyliśmy wiązankę kwiatów pod Pomnikiem
Ofiar Katastrofy  Smoleńskiej. Odwiedziliśmy też słynną Łączkę, gdzie grzebani byli potajemnie, w masowych grobach, działacze Polski Walczącej, żołnierze Armii Krajowej, pomordowani w katowniach UB.
Zapaliliśmy znicz na grobie płk.Ryszarda Kuklińskiego. Z cmentarza na Powązkach udaliśmy się do Sejmu.
Pod budynkiem porozmawialiśmy chwilę z opiekunami osób niepełnosprawnych, którzy domagają się m.in. przywrócenia zasiłku pielęgnacyjnego.
   Z okolicy Sejmu pojechaliśmy na Nowy Świat, tam rozpoczeliśmy marsz, przyłączyliśmy się do dużej grupy Solidarności 2010, maszerując z portretami ofiar Smoleńskich, ze sztandarami, idąc w ciszy, w skupieniu  w kierunku Pałacu Prezydenckiego. Pod Pałacem spotkały się różne grupy manifestantów. W wielotysięcznym zgromadzeniu były delegacje z całej Polski jak również liczne grupy z różnych krajów. Widziałem Węgrów, Słowaków, Gruzinów, Niemców Holendrów, Francuzów, Ukraińców, a nawet delegacje z tak odległych państw jak Kanada i Australia.
Na placu
obejrzeliśmy  najnowszy dokument Anity Gargas pt."Anatomia upadku 2".
   O godzinie 19. 00  w Bazylice Archikatedralnej pw. św. Jana Chrzciciela rozpoczęła się uroczysta Msza święta.
Tłumy wiernych, wśród których byli członkowie rodzin ofiar Smoleńskich, parlamentarzyści, artyści, delegacje z różnych stron Polski i świata, wypełniły bazylikę, ulicę i Plac Zamkowy.
Po Mszy jeszcze raz przemaszerowaliśmy na plac pod Pałacem Prezydenckim, gdzie wysłuchaliśmy kilku wystąpień.
Największe wrażenie wywarło na mnie wystąpienie pani Ewy Błasik, wdowy po generale Andrzeju Błasiku.
   Przedstawiłem tu bardzo krótki i pobieżny opis mojej wyprawy do Warszawy, nie będę nawet próbował opisywać tych emocji, które mi towarzyszyły. Chciałem tylko dodać kilka słów komentarza.
Spodziewałem się prowokacji i rzeczywiście zdarzały się mniej lub bardziej uciążliwe.  Najpoważniejsze były dwie z nich: Próba zakłócenia mszy świętej w archikatedrze (jak widać rządowy program niszczenia wyższych wartości, zaczyna przynosić efekty) i  zdemolowanie przez "nieznanych sprawców" lokalu Gazety Polskiej, gdzie zniszczono różnego rodzaju materiały prasowe i flagę z podpisami Ukraińskich działaczy, przywiezioną z Majdanu.
   Do rzeczy, których nie oczekiwałem było niezwykle serdeczne przyjęcie z jakim się spotkaliśmy. Warszawiacy widząc naszą grupę w strojach góralskich podchodzili do nas, witali się z nami, dziękowali, że przyjechaliśmy.
   To był mój pierwszy tego typu wyjazd ale myślę że nie ostatni.

poniedziałek, 31 marzec 2014 17:30

Nowe formy wypoczynku - wędkowanie w górach :-D

     Wędkowanie i połowy ryb na górskich szlakach !!!!
 

       Nieprawdopodobne? a jednak od pierwszego kwietnia 2014 możliwe, kiedy w roku 2010 unijni urzędnicy naciskani przez francuskich hodowców uznali ślimaka winniczka za rybę śródlądową.
       Dzięki temu rozporządzeniu zrodził się pomysł, aby wprowadzić nowe karty wędkarskie, które będą uwzględniać łowienie ślimaków. Turyści lubiący wędrowanie po górskich szlakach, będą mogli czuć się jak wędkarze i łowcy dzikich zwierząt, a wędkarze którzy byli do tej pory skazani na przebywanie w pobliżu akwenów wodnych, od dziś mogą łowić wszędzie.
   Po ponad trzyletnich staraniach udało się, mamy nowe karty wędkarskie!!! .
   Póki co Gospodarstwo Karolina   jest jedynym dystrybutorem i organizatorem kursów łowienia ślimaków na wszelkie sposoby. Można uzyskać dwa rodzaje ślimaczych kart wędkarsko - myśliwskich.
1) Posiadacze tradycyjnych kart wędkarskich, po krótkim przeszkoleniu, otrzymują za darmo wkładkę ślimaczą + kartę zbieracza grzybów i owoców (takich jak: marchew, słodki ziemniak i górna część rabarbaru, te rośliny zostały owocami dzięki staraniom Portugalczyków)

2) Turyści, którzy nie posiadają kart wędkarskich, po przeszkoleniu otrzymają bezpłatne karty zbieracza grzybów, ślimaczego łowcy + skróconą instrukcję obsługi kaloszy. (Kalosze zgodnie z przepisami unijnymi należą do osobistego wyposażenia ochronnego o numerze 89/696. Zgodnie z tym zarządzeniem, z chwilą nabycia kaloszy otrzymujemy również wielostronicową broszurkę. Instrukcja obsługi dołączona do towaru przetłumaczona jest w dziesięciu językach i zawiera informacje o tym jak obuwie użytkować, przechowywać oraz jak je pielęgnować)

. Na koniec dodam jeszcze, że poza wyżej wspomnianymi kartami, uprawnieniami i instrukcjami, można w Gospodarstwie Karolina nabyć specjalny ser (unikatowa receptura) na pierogi dla ślimaków .


    Zapraszam w góry, na ryby, grzyby, wypoczywanie, wędrowanie, spanie, zwiedzanie, pływanie,  śpiewanie itd... hej.
Kopiowanie, przesyłanie, udostępnianie, wyżej wymienionych informacji, jak najbardziej dozwolone a nawet zalecane.

Pozdrawiam z gór pięknych

niedziela, 16 marzec 2014 14:04

Wycieczka po Magurze Spiskiej

Magura Spiska - szlak do Wyżnych Drużbaków

     W tym roku łagodna zima nie  pozwala cieszyć się uprawianiem sportów zimowych. Możemy za to swobodnie organizować wycieczki górskie.
Jest połowa marca, pogoda słoneczna, więc wyruszamy na szlaki, drogi i bezdroża, poznawać nowe miejsca i chłonąć piękne widoki.
    Okolice naszej wsi Huba, położonej nad Zalewem Czorsztyńskim, bogate są w różnego rodzaju atrakcje, szlaki, zabytki, rezerwaty, parki narodowe, ale to widzimy na co dzień z okien naszego domu.
    Staramy się w miarę możliwości wyruszać w miejsca niezbyt oddalone od kwatery, z pięknymi widokami i ciekawą historią, a jednocześnie mało znane i mało rozpropagowane. Wszystkie te warunki spełnia nasza dzisiejsza wycieczka na pogranicze Polsko - Słowackie, dziś wędrujemy po Magurze Spiskiej.
   Jak, ja i dziewczyny, wyruszamy z domu do Stranian, skąd rozpoczniemy piesze przejście (niewczesnym rankiem około 10.00), po drodze w Kluszkowcach i Krośnicy, zabieramy zaprzyjaźnione przewodniczki (Krystynę i Teresę).
      Straniany to niewielka miejscowość położona w górnej części  doliny Lipnika, u podnóży  Kiczery. Potok Lipnik płynący dnem doliny, oddziela Pieniny, (Grupę Golicy i Małe Pieniny) od Magury Spiskiej. 
       Miejscowość założona została przez Łemków (w wiek XVI osiedlali się tu Wołosi) jako  przysiółek Wielkiego Lipnika. Pierwotnie nosiła nazwę Folwark, w początkowym bowiem okresie istnienia osady był w niej folwark należący do rodu Horváthów-Stansithów. Obecna nazwa Straniany została wprowadzona dopiero w 1948. Na początku XVIII w. miejscowość miała już 220 mieszkańców. Wedle spisu kościelnego z 1913   mieszkało tutaj 640 grekokatolików, 7 rzymskich katolików i 10 Żydów.
      Mieszkańcy  żyli tu głównie z pasterstwa,  a mężczyźni aż do II wojny światowej dorabiali wędrownym druciarstwem.  Tradycyjne sposoby uprawy roli zachowały się do naszych czasów, jeszcze do 2000 r zobaczyć można było krowy zaprzęgnięte do prac polowych i zwózki plonów.         Zabudowa zwarta typowa  dla Spiszu. Pośrodku miejscowości  stoi murowana cerkiew pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny. Wybudowana w 1857 w miejsce wcześniejszej, drewnianej. Wystrój dosyć nowoczesny, ale zachowany został pełny ikonostas.
      Samochód zostawiamy na Przełęczy Straniańskiej (Strananskie Sedlo 730 m.n.p.m), w tym miejscu szosę przecina szlak zielony, który prowadzi przez Wysokie Skałki i Wąwóz Homole do Jaworek w jedną stronę, a w drugą stronę poprzez wzniesienia Magury Spiskiej można dojść do Wyżnych Drużbaków ( Vyšné Ružbachy) i tam właśnie udaje się  cała nasza drużyna .
   Szlak wiedzie nas spokojnie, w większości  po odkrytych terenach na Horbalową (1010 m.n.p.m). Podziwiamy wspaniałe widoki, na Pieniny z Wierchliczką, Wysoką i Wysokimi Skałkami. Im wyżej tym więcej pasm górskich nam się pokazuje, między innymi odsłania się Beskid Sądecki z Radziejową i Gorce z Lubaniem. Poza pięknymi widokami, których się spodziewaliśmy, mamy też widoki dość nieoczekiwane, zobaczyliśmy bowiem na swej drodze żmiję zygzakowatą, która opalała się na wiosennym słoneczku i nic sobie nie robiła z naszej obecności, (spodziewałbym się ją spotkać w jakiś upalny weekend majowy, a nie w połowie marca).
     Mówiłem, że szlakiem zielonym można dojść do Wyżnych Drużbaków, można, ale my lubimy chodzić niestandardowo i opuszczamy na Polance szlak zielony, idziemy krótkim żółtym szlakiem łącznikowym( szlak dosyć mocno zalesiony więc widoki nie powalają )
   Szlak żółty łączy się Pod Groniem ze szlakiem Czerwonym (szlak czerwony rozpoczyna się w Czerwonym Klasztorze i przez Pieniny, Wielki Lipnik, Wiaterny Wierch, wiedzie do Podolińca). Szlak czerwony, dzięki temu, iż przeszły tędy nawałnice, które wyłamały większość drzew, przywitał nas pięknymi widokami, podziwiamy Lubowelską Kotlinę z zamkiem w Starej Lubowli, na wprost mamy Góry Lewockie z najwyższym szczytem Czarna Góra (Čierna hora  1289 m n.p.m.), widać też pięknie Tatry z Łomnicą (oochom i aachom nie było końca ).
Wędrujemy podziwiamy, rozmawiamy i nie wiedzieć kiedy dochodzimy już do wyciągów narciarskich i pierwszych zabudowań miejscowości.
    Wyżne Rużbachy, (słow. Vyšné Ružbachy, węg. Felsőzúgó, niem. Oberrauschenbach). Można też spotkać sie na Podhalu z nazwą Górne Drużbaki. Miejscowość uzdrowiskowa, znajdują się tu źródła wód mineralnych i kąpielisko termalne z basenami o  temperaturze ok. 33 °C. Atrakcją miejscowości jest rezerwat przyrody – największe na Słowacji jezioro trawertynowe -  Krater.
    Pierwszy raz mówi się  o miejscowości w roku 1288, kiedy  Sołtys Henryk z Podolínca założył Nižné  i Vyšné Ružbachy. Rozkwit miejscowosci zaczyna się w roku 1549 kiedy król Polski, Kazimierz, mianował hrabiego Sebastiana Lubomirskiego dziedzicznym burmistrzem zastawionych miast spiskich. Spowodowało to ożywienie budownictwa i życia społecznego. W roku 1595 powstał pierwszy budynek uzdrowiskowy z basenem, kuchnią, jadalnią i salą przeznaczoną do celów towarzyskich. Stanisław, syn Sebastiana, rozsławił uzdrowisko które stało się znanym ośrodkiem życia towarzyskiego polskiej i węgierskiej szlachty.
     W roku 1744, kiedy zmarł ostatni z  prostej linii rodu Lubomirskich, uzdrowisko często zmieniało właścicieli. Dopiero w roku 1825 właścicielem  został baron von Jony, który rozpoczął gruntowną przebudowę. Zbudował tu swój pałac, nowy budynek uzdrowiska i łaźnię lustrzaną.  Jego syn, Daniel Józef Jóny,  zarządzał uzdrowiskiem aż do roku 1865, kiedy uzdrowisko stanowiło przez krótki okres własność Keźmarskiego liceum. W roku 1882 uzdrowisko odkupił od liceum polski hrabia, Andrzej Zamoyski. W roku 1923 zlecił budowniczemu Oskarowi Zuberowi budowę naturalnego basenu termalnego, w tamtym okresie, największego na Słowacji.
     Po śmierci A. Zamoyskiego, w roku 1927 uzdrowisko otrzymał w spadku jego najmłodszy syn Jan z małżonką Izabelą de Bourbon, która była  bratanicą króla Hiszpanii. Sanatorium odwiedził przed II wojną światową sam król Hiszpanii i książę z Bourbon.
   Największymi atrakcjami poza najwiekszym jeziorkiem trawertynowym „Krater” są jeszcze trzy inne jeziorka, które  wypełnia woda lecznicza oraz piękne budynki takie jak:
           Stary dom uzdrowiskowy – parterowy budynek z przeszkloną werandą; przypuszczalnie jest to jedyny zachowany dom uzdrowiskowy z I połowy XVIII wieku; we wnetrzu urządzono 20 kabin, w których korzystano z kąpieli wannowych w wodzie z zawartością CO2, ze źródła Izabela.
           „Biały Dom” chyba najbardziej znany budynek, zawdzięcza swoją nazwę białej fasadzie wykonanej z trawertynu, (przez wiele lata pełnił funkcję siedziby dyrekcji uzdrowiska). Zbudowany został na trawertynowej skale przez właściciela miejscowości, Jana Kantego hr. Zamoyskiego, otwarty w 1931 roku, budowlę wzorowano była na jednym z pałaców w Monte Carlo. Pierwotnie jako „Casino” oferował  usługi  uzdrowiskowe,  noclegi, wyżywienie i zabawę dla gości uzdrowiskowych, pochodzących z wyższych sfer. Budynek zbudował inż. Jozef Kováč a zaprojektował architekt Kesselbauer z Lewoczy. Obecnie we wnętrzach mieści się kawiarnia jadalnia, centrum uzdrowiskowe i salon uzdrowiskowy. Odbywają się  imprezy towarzyskie, bale, bankiety, studniówki, rauty i wesela. 
          W uzdrowisku  leczy się:  choroby układu ruchowego,  zaburzenia psychiczne, choroby zawodowe, układu krążenia, onkologiczne, układu oddechowego i choroby kobiece. Leczniczo działa na pacjentów tutejszy  klimat. Uzdrowisko położone jest na skraju lasu iglastego, otoczone parkiem uzdrowiskowym urozmaiconym mnóstwem trawertynowych i  drewnianych rzeźb.
           Nasza piesza wycieczka ma się ku końcowi, jeszcze tylko pijemy leczniczą wodę i idziemy na przystanek, skąd autobusem dojeżdżamy do naszego samochodu pozostawionego na Straniańskiej Przełęczy.
           Jak widać trasa łatwa, atrakcyjna widokowo i łatwo dostępna, jeśli ktoś przyjeżdża na wypoczynek w Pieniny, do Szczawnicy, Czorsztyna czy do nas do Huby, warto wziąć pod uwagę takie trasy, gdzie ruch turystyczny jest o wiele mniejszy a trasy są świetnie oznakowane.

Zapraszam.

Zdjęcia: Koleżanka Teresa Styrczula - Dyrek oraz własne (Zbigniew Konopka) 
 

piątek, 07 marzec 2014 19:42

Szlak czerwony na Wietrzny Wierch

Wycieczka na Wietrzny Wierch

       Goście, przyjeżdżający do naszego Gospodarstwa Karolina w Hubie na wypoczynek i noclegi, mogą podziwiać z okien pokoi piękne widoki na Zalew Czorsztyński i kilka pasm górskich. Jest w pobliżu wiele szlaków i tras, którymi można wędrować. Większość szklaków w Pieninach, Gorcach czy Tatrach jest dobrze znana i opisana, ja chcę teraz przybliżyć okolice mniej znane turystom, a niezwykle atrakcyjne pod względem widokowym.
    Widać z naszego domu pasmo Magury Spiskiej, sąsiadujące z Pieninami i właśnie tam wybrałem się ostatnio z córkami i zaprzyjaźnionymi przewodniczkami na wycieczkę, aby wejść na Wietrzny Wierch (Veterny Vrch, 1111 m.n.p.m.).
  Wyruszyliśmy z domu bladym świtem, tuż przed 10, jechaliśmy samochodem przez przejście graniczne w Niedzicy, do oddalonej o kilka kilometrów, miejscowości Wielki Lipnik. Miejscowość obecnie zamieszkała jest głównie przez Łemków, którzy aż do II wojny światowej połączeni byli więzami rodzinnymi i gospodarczymi z Rusią Szlachtowską. Miejscowość posiada typową dla słowackiego Spiszu zwartą zabudowę. Ludność oprócz rolnictwa, zajmowała się kiedyś druciarstwem. Po zakończeniu prac polowych wyruszali na wędrówkę scalając pęknięte garnki. Docierali   czasem aż do
Rosji,  Niemiec i krajów nadbałtyckich. Dziś nadal jest to miejscowość rolnicza. Wielki Lipnik założono  na prawie niemieckim w 1330 r. przez ród Görgyów.  W czasie kolonizacji wołoskiej osadzili się w niej Wołosi. Z akt  wizytacji duszpasterskiej  z 1700 r. można się dowiedzieć, iż mieszkało tu: 330 dusz greckokatolickich, a dziesięcina pobierana była tylko w owsie, bowiem  żadne inne zboże tu nie rosło. Wieś jednak stale się rozwijała, w 1820 r. było już 206 domów, później liczba ludności wzrosła do tego stopnia, że zaczęło brakować pół uprawnych dla ich wyżywienia, epidemia cholery w 1831 r.  chwilowo zmniejszyła przyrost ludności. Z powodu przeludnienia pod koniec XIX wieku miała miejsce nasilona emigracja, głównie do USA. W 1913 r. miejscowość liczyła już 1150 Rusinów i 25 Żydów. W 1962 r. było tu, 230 domów i około 900 mieszkańców.
      Samochód zostawiliśmy na placu obok cerkwi, która jest głównym zabytkiem miejscowości,  jest to greckokatolicka cerkiew pod wezwaniem św. Michała z 1794 r.  barokowo-klasycystyczna świątynia z kopułą na wieży, jedną nawą i kolistym prezbiterium. Znajduje się w niej ikonostas z początków XX w., piękne polichromie i bogato zdobiony chór. Obok cerkwi wypływa  Źródło św. Andrzeja z wodą mineralną o podobnym składzie jak słynna kiedyś woda ze Śmierdzonki.
    Obok cerkwi przebiega szlak czerwony, którym można dojść
przez Przełęcz pod Tokarnią – Aksamitkę – Płaśnie do Czerwonego Klasztoru. (2.45 h, ↓ 3.15 h). W drugą stronę można dojść aż do Podolińca, ale my szliśmy tylko przez Ćertaż i Kvasnik na Wietrzny Wierch (Veterny vrch, 2.45 h).
  Na początku przechodziliśmy pomiędzy dwoma cmentarzami, droga łagodnie pięła się polanami coraz wyżej.  Piękny widok na Małe Pieniny z
Rabsztynem, Wysokim Wierchem i Wysoką  .
Pokazało się pasmo Beskidu Sądeckiego z Radziejową, coraz ciekawszy widok na Trzy Korony, które z tej perspektywy wyglądały tak inaczej, odświętnie. Wyłoniły się Gorce z Lubaniem i Turbaczem. Miedzy drzewami pojawiała się i skrzyła tafla Zalewu Czorsztyńskiego, a za zalewem bielił się szczyt Babiej Góry.
Im bliżej do szczytu tym więcej pasm górskich mogliśmy podziwiać i podziwiać...
   Kiedy dotarliśmy na szczyt zachwyceni widokami, okazało się, że choć trudno w to uwierzyć, ale jest jeszcze cudniej, panorama taka, że mówiąc fachowo, jak przystało na przewodnika, "głowę ukręca" .
Dzięki temu, że lasy wokół Wietrznego Wierchu powaliły nawałnice, mamy panoramę 360 stopni.
Na pierwszym planie Tatry z Łomnicą, podążając wzrokiem zgodnie ze wskazówkami zegara, widać Beskid Żywiecki z Babią Górą, Gorce z Turbaczem, Beskid Wyspowy z Mogielicą, Beskid Sądecki z Radziejową, Pieniny z Wysoką, dopatrzyliśmy się też Lackowej w Beskidzie Niskim. Panoramę zamykały nam szczyty Pasma Lubowelskiego (Ľubovnianska Vrchovina) i  Gór Lewockich (Levockich Virchov).
   Kiedy już nasyciliśmy oczy, trzeba było pomyśleć o powrocie. Do Wielkiego Lipnika można wrócić na trzy sposoby. Jeden to powrót tym samym szlakiem, drugi- można pójść drogą rowerową. Trzeci- można pójść dalej szlakiem czerwonym , jakieś 30 min. i pod Groniem odbić na lewo nieznakowaną drogą, która zaprowadzi nas na Polankę do szlaku zielonego, tymże szlakiem można dojść do Straniańskiej Przełęczy (Stranianske Sedlo) i szosą dojść do centrum Wielkiego Lipnika.
My oczywiście jak zwykle wybraliśmy czwartą drogę- schodziliśmy troszeczkę na przełaj, trochę stokówkami, a czasem szlakiem czerwonym.
   Tak niestety wszystko się kiedyś kończy, nasza wycieczka też, ale zanim wrócimy na nocleg do domu, trzeba jeszcze zakupić pamiątki. Moje córki tradycyjnie kupują w Słowacji: kofolę, lentilki i czekoladę studencką. Nie protestuję, bowiem ja też to lubię i w trosce o zdrowe zęby dziewczyn, podjadam ile można.
Zdjęcia po części moje, a kilka koleżanki Teresy Styrczuli- Dyrek.
 
 

wtorek, 11 luty 2014 20:31

Wycieczka na "Dzień Zakochanych" :-D

Wycieczka na "Dzień Zakochanych"

               14 luty to świetna okazja, aby odwiedzić spiską wieś Krempachy. Znajdziemy tu piękny kościół cmentarny
św. Walentego   z 1761r. z cennym gotyckim tryptykiem z 1516r.    Został wybudowany   na miejscu starego drewnianego kościoła, prawdopodobnie starszego od kościoła parafialnego. Sklepienie kolebkowe z lunetami podzielone jest na pola, wypełnione gipsowymi ornamentami. Ołtarz główny zdobi obraz przedstawiający świętych: Stanisława, Walentego i Mikołaja - tzw. święta rozmowa, 
    Kult św.Walentego – uzdrowiciela chorób wszelkich a szczególnie epilepsji i orędownika  spraw beznadziejnych (jak widać ma najlepsze predyspozycje aby być patronem zakochanych )   nadal trwa a nawet się rozwija.

 Pod imieniem Walentego kościół zna 16 świętych, a ponadto 3 święte Walentyny.  Aż trzech duchownych kościoła katolickiego o imieniu Walenty, którzy następnie zostali wyniesieni na ołtarze, może być uwzględnionych jako patronów walentynkowych obchodów.
 "Pierwszy to kapłan Walenty, męczennik rzymski, zgładzony około 269 r. podczas prześladowania chrześcijan, wznieconego za panowania cesarza Klaudiusza II Gota. Drugim jest Walenty z Terni, biskup, prezbiter rzymski sprowadzony do Rzymu i po długich męczarniach stracony w 306 r. Trzecia zasługująca na rozpatrzenie postać to Walenty żyjący w połowie V wieku, misjonarz Recji, biskup Pasawy" .

Ostatecznie przyjęto, że św. Walentym - patronem zakochanych był biskup z Terni, który zginął jako męczennik około roku 269 r. Terni (obecnie włoska Umbria) jest jedynym miejscem na świecie, gdzie 14 lutego ludzie są zwolnieni z pracy. W tym dniu także do włoskiego miasteczka przyjeżdżają młode pary, które w miejscowej katedrze przy grobie św. Walentego, ślubują sobie, że do końca roku wezmą ślub.

Według jednego z podań św. Walenty uleczył ze ślepoty córkę jednego ze sług cesarskich i doprowadził do nawrócenia całej jego rodziny. Cesarz wpadł w gniew i kazał zabić biskupa maczugami, a następnie ściąć. W miejscu, w którym został pochowany, papież Juliusz I w IV w. postanowił zbudować bazylikę. Kult świętego bardzo szybko rozszerzył się w całej chrześcijańskiej Europie. Legenda głosi, że św. Walenty pomagał też pisać ludziom listy miłosne i jako pierwszy pobłogosławił małżeństwo poganina i chrześcijanki.

 
Obyczaj obchodzenia dnia św. Walentego  datuje się co najmniej od 1476 r. i najlepiej przyjął się w krajach anglosaskich. Jego zdaniem na Wyspach Brytyjskich, oblewanych ciepłym Golfstromem, panowało ludowe wierzenie, że ptaki już w połowie lutego zaczynają kojarzyć się w pary, co szczególnie sprzyjało walentynkowym obyczajom.

 W Wielkiej Brytanii, dzień św. Walentego, po angielsku S'Valentine's Day - zdaniem Podgórskich - od dawna jest obchodzony w szczególny sposób. "Wedle starodawnego przekonania 14 lutego młodzi ludzie powinni wybrać sobie sympatię, lubego czy lubą, miłego czy miłą, przyjaciela albo przyjaciółkę, narzeczoną względnie narzeczonego, słowem kogoś serdecznie bliskiego. Tej osobie obieranej na cały rok, należało przesłać pozdrowienia i upominek"

Tradycję potwierdza William Szekspir, który w usta Ofelii wkłada słowa piosenki:

"Dzień dobry, dziś święty Walenty

Dopiero co świtać poczyna

Młodzieniec snem leży ujęty

A hoża doń puka dziewczyna.

Podskoczył kochanek, wdział szaty

Drzwi rozwarł przed swoją jedyną

I weszła dziewczyna do chaty

Lecz z chaty nie wyszła dziewczyną" 
      Wracając do wsi Krempachy to trzeba dodać, że nazwa wsi pochodzi prawdopodobnie od
niem. Krummbach   co oznacza kręty potok, odnosi się to do Dursztyńskiego Potoku (dawniej Kręcina).
      Obecnie wieś ma zabudowę typową dla spiskich wsi.   wrzecionowaty  rynek   powstał z rozdwojenia osi głównej na dwie drogi zbiegające się na jego końcach. Przy rynku stoi kościół
parafialny św. Marcina,    a po obu stronach domy zwrócone szczytami do drogi oraz rzędy stodół okalające zabudowę w pewnej odległości od domów (głównie ze względów przeciwpożarowych).
        Proboszczem jest ks. Dariusz Ostrowski, którego pasją jest
fotografia i góry (jest przewodnikiem beskidzkim). Jest autorem pięknego albumu  " Znak Nadziei" wydanego przez Wydawnictwo Instytutu Teologicznego Księży Misjonarzy.  Album ukazuje piękno i majestat krzyża na polskiej ziemi. 
Przez Krempachy przebiega zielony szlak turystyczny z Nowej Białej do Dursztyna, w okolicy znajduje się rezerwat przyrody Przełom Białki pod Krempachami, gdzie można zobaczyć m.in. reliktową roślinność naskalną. Wapienne skałki w okolicy ciągną się od Kramnicy w przełomie Białki do Czerwonej Skały.
      Turysta odwiedzający te strony znajdzie poza szlakami i zabytkami, świetnie rozwiniętą bazę noclegową (gospodarstwa agroturystyczne, pensjonaty, kwatery prywatne, hotele) i gastronomiczną.
Zapraszam do Krempach, na Spisz, w Gorce i Pieniny o każdej porze roku
 Zdjęcia autorstwa Pana  Franciszka Pacygi oraz Teresy Styrczuli Dyrek
Więcej ciekawych zdjęć i informacji na temat Spisza i Podhala można znaleźć na stronie:
 http://krempachy.espisz.pl

sobota, 28 grudzień 2013 18:28

Ferie zimowe

Koniec roku, święta już za nami, czas pomyśleć o zimowym wypoczynku. Trzeba by gdzieś zrzucić te kalorie i dotlenić się troszeczkę :-).

Nadchodzą ferie zimowe, możemy więc wybrać się na dłuższy wypoczynek (kto nie ma ferii ani urlopu to powinien chociaż na weekend wyjechać w góry).

Polecam wypoczynek  i noclegi w naszym Gospodarstwie Karolina, gdzie cisza, spokój i wspaniałe widoki a w okolicy znajdzie się coś dla każdego turysty. Szlaki piesze w Pieninach i Gorcach które są dostępne również zimą. Zabytki takie jak zamek Dunajec w Niedzicy, Wronin w Czorsztynie, kościółek wpisany na listę UNESCO w Dębnie Podhalańskim. Baseny geotermalne w Białce Tatrzańskiej, Bukowinie, Tatrzańskiej, Szaflarach i Zakopanym (świetnie regenerują po szaleństwach na stokach narciarskich).

Mamy w okolicy, kilka bardzo dobrych wyciągów i kolejek górskich. Najbliżej znajduje się stacja narciarska Czorsztyn-Ski w Kluszkowcach, z okien pokoi widać wyciągi na Kotelnicy w Białce i Bukowinie. w Niedzicy jest wyciąg na Polanie Sosny w Krościenku na Stajkowej Górze w Szczawnicy znajdą narciarze słynne wyciągi na Palenicy. 

Wszystkie te atrakcje o których wspomniałem i jeszcze więcej o których nie wspomniałem znajdują się w odległości nie większej niż 20 km od naszego gospodarstwa gdzie znajdą Państwo noclegi w pokojach 2, 3 i 4 - ro osobowych. Zapraszam

 

Na scynście, na zdrowie, na to Boze Narodzenie, na tyn Nowy Rok!
Sypnym po wos owsa ziorkiym, z nadchodzoncym nowym rokiem.
Niek z ziorka rośnie miarka, za koździutkim siywcy krokiem.
Zebyście mieli chleba, kielo wom trzeba,
Zebyście mieli cielicek, jako w lesie jedlicek.
Zebyście mieli owiecek, kielo w kopcu mrowiecek.
Zebyście mieli wołków, kielo w płocie kołków.
Zeby były konie zbrojne, zeby było krowy dojne.
Zeby były hrube kłosy, coby nik nie chodziył bosy.
Zeby sie chowały dzieciontka, cielontka i prosiontka.
  Zebyście byli weseli, jako w niebie janieli. Hej !!!

I jesce fciolek Wom pedzieć
na koniec tak w ogólności co
Nie telo tyn stoł wozny i korp bez łości
i jedzynie i zastawa lo gości.
Nojwożnijse jest serce goronce i rynce, łozwarte
i pełne mjyłości lo rodziny, przyjacioł i uczciwości. Hej !!!

Tego wszystkiego życzą gospodarze :-)

Zapraszamy do nas na wypoczynek i noclegi, pokoje wraz z nami czekają :-D